Dzięki Bogu zostało zebranych wiele marnych strumyczków i tak powstała…
Oaza, hm…
Źródłem jest sam Jezus Chrystus.
Ty jesteś jak palma daktylowa albo tamaryszki.
Powiedz… Czy pozwalasz działać Bogu…?
Czy czerpiesz ze Źródła tyle wody, by rozkwitnąć na pustyni szarej codzienności? Czy wydajesz DOBRE owoce? Nie zapatruj się w siebie, by nie zginąć. Bądź „DLA…”. Pamiętaj, że oaza to nie cały świat. Wykorzystaj właściwie szczęście bycia palmą daktylową. Oaza to nie miejsce uprawy. Rośniesz tam dziko. Masz możliwość wyboru… Możesz zginąć… lub wzrastać. A czy jesteś wytrzymały na suszę? Czy dajesz wodę ludności koczowniczej tych obszarów… ludności, która błąka się nie zauważając Źródła? Woda to wiara, pokarm.
Po śmierci pewien człowiek stanął przed Bogiem. Z wielką dumą wyciągnął przed nim swoje ręce i powiedział: - Panie, zobacz, jak czyste są moje ręce! Pan Bóg uśmiechnął się do niego i z cieniem smutku powiedział: - Tak, to prawda, ...ale są one również puste, tak jak i twoje serce. To prawda, że nie popełniałeś zła, ale też nic dobrego nie zrobiłeś.
***
Czym jest szczerość? Czy bycie szczerym jest trudne?
Doskonale zdajemy sobie sprawę, że różna może być reakcja osoby, której powiemy prawdę. Każdy z nas ceni szczerość. Chcemy, aby wszyscy mówili nam prawdę, bo to prawda jest otwarciem się na otaczającą nas rzeczywistość, to ona jest niesamowicie cenną wartością w życiu człowieka
- o tym wszyscy wiemy.
Problem tkwi w tej „szczerości do bólu”. Taka szczerość zapewne nie jest zaletą i mam nadzieję, że każdy się ze mną zgodzi. Starajmy się zdobyć i doskonalić taką umiejętność, dzięki której możemy wyrażać swoje szczere myśli, opinie, przekonania, poglądy, bez uczucia skrępowania, wyrzutów sumienia, złości, dyskomfortu oraz kłótni, wszelkich nieporozumień, czy właśnie uczucia lęku – o którym tyle piszemy. Asertywne umiejętności pozwalają nam wyrazić prawdę drugiej osobie, nie narażając przy tym naszej godności, kontrolując emocje, zachowując kulturę osobistą oraz dobre kontakty między ludźmi.
Jeżeli na pierwszy plan stawiamy czyjeś dobro, to staramy się wykorzystać nasze umiejętności, doświadczenie i inne warunki, aby zrobić to w sposób delikatny, kulturalny i zarazem szczery. To bardzo trudne i jeśli faktycznie nie chcemy skrzywdzić drugiej osoby, a nasza zdolność do „asertywności” nie jest zbyt wykształcona, na pewno ta osoba zauważy, co jest podstawą naszej szczerości, doceni nasze starania i mimo cierpienia, niezadowolenia, bólu, podziękuje nam za tą - jednak nieudolną, lecz prawdziwą - rozmowę.
Z drugiej strony my powinniśmy uczyć się pokornego przyjmowania prawdy. Nie wymagajmy od innych szczerości, kiedy nie reagujemy na nią odpowiednio. Może czasem krytykujemy to, co usłyszymy o nas prawdziwego, może czegoś się wypieramy, złościmy, pokazujemy niezadowolenie, rozczarowanie lub wpadamy we wściekłość. Nawet, jeżeli prawda nie zostaje przekazana w odpowiedni sposób – przyjmijmy ją z pokorą. Taką postawą możemy dać tej „szczerej” osobie dużo do myślenia, wtedy zapewne nie pójdzie na marne nasza powściągliwość.
Jak już napisałam, każdy z nas zasługuje na szczerość i ma prawo jej wymagać. Ale zważając na to, że i my nie darzymy naszych bliskich zawsze szczerością, w końcu to niełatwe zadanie, musimy na tą szczerość nieco sobie zapracować. Niewątpliwie osoby, które w nas nie odnajdują prawdy, tej prawdy nam nie podarują. Pamiętajmy o tym, że my, jako istoty grzeszne, skłonne do upadków, wpadamy częściej bądź rzadziej w wir kłamstwa, nie możemy mieć pretensji do całego świata o brak szczerości wobec nas. Moim zdaniem najlepszym lekarstwem na brak szczerości bliskich jest dialog i mistrzostwo „farmacji duchowej” – świadectwo, najlepszą receptą na nasze problemy z mówieniem prawdy, jest rozmowa z Panem Bogiem, to pomaga.
Jak najbardziej popieram słowa an. Benka. Szczerość jest dobrą cechą, jeśli ma na celu dobro drugiej osoby. Jeżeli zaś chcemy naszą szczerością kogoś urazić, lepiej zatrzymać owe myśli dla siebie. Tylko ta dobra prawda jest cnotą, nie inna.
***
Kochani, chyba lepiej zawieść się z powodu naszego nadmiaru zaufania, niż z powodu jego braku. Jeżeli mówimy, że ufamy Panu Bogu to znaczy, że powinniśmy ufać sobie nawzajem. W każdym z nas mieszka Pan Bóg, który nas kocha. Pamiętajmy o tym, co to jest zaufanie. Zaufanie to bycie uczciwym wobec drugiej osoby, bycie prawdziwym, ufać to znaczy w swoich myślach i czynach postępować dobrze w stosunku tej drugiej osoby. Ale pamiętajmy również o tym, że człowiek jest istotą ułomną, skłonną do grzechu. Gdy robimy coś, kierując się wyrządzeniem zła drugiej osobie jest to grzech. Ale pomyślmy jak często my grzeszymy, jak często Pan Bóg nam wybacza...
Wyobraźmy sobie taką rzeczywistość, gdzie każdy ufa drugiej osobie.
A teraz... gdzie nikt nikomu nie ufa. Który obraz jest bliżej Raju?
"Lepiej zaufać temu, kto może na zaufanie nie zasłużył, aniżeli odtrącić jednego, kto owej ufności jest spragniony i głodny".
JPII
***
„Ci, którzy chcą się bogacić, wpadają w pokusę i w zasadzkę oraz w liczne nieporozumienia i szkodliwe pożądania. One to pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie" (1 Tm 6,9).
Z zazdrości rodzą się nienawiść, obmowa, oszczerstwo, radość z nieszczęścia bliźniego i przykrość z jego powodzenia.
Św. Augustyn
(...)
Zazdrość jest czymś bardzo złym. Zazdrość jest zaraźliwa, unikajmy jej. Zazdrość to nienawiść do drugiego człowieka, bo kiedy zazdrościsz komuś nowej sukienki, samochodu, wykształcenia, pracy, rodziny... czujesz w sercu nienawiść. Zazdrość jest takim smutkiem z powodu czyjegoś szczęścia, ale i radością z powodu nieszczęścia. Owszem - może to doprowadzić do czegoś pożytecznego... ale podstawą jest nienawiść, nienawiść do drugiego człowieka!
W Wikipedii znalazłaś definicję osoby niewierzącej, osoby, dla której liczą się efekty, nie ważne jaką drogą należy do nich dojść. Podstawą nie może być grzech, grzech wyjątkowo niszczącym. Jednym z powodów, dla których ukrzyżowano Jezusa była właśnie zazdrość. "Miłość nie zazdrości", pamiętajmy o tym.
***
Kochani, pozwolicie, że wykorzystam ten temat i spróbuję powiedzieć coś… mądrego. Spróbuję.
Co do wcześniejszych wypowiedzi, popieram jak najbardziej an. Benka. „Zbliżam się w pokorze i niskości swej. Wielbię Twój Majestat skryty w Hostii tej”.
Czasem fajnie pogadać o czymś, co nie ma żadnego celu, ale może spróbujmy zrobić tak, aby to, o czym piszemy do czegoś nas doprowadziło, hm?
Każdy z nas jest czasem wściekły. Martę denerwuje, kiedy jest tłok w tramwaju, Filipa - starsze Panie w kościele, Agatę – Ewelina, a mnie denerwuje to, że znów nie zobaczę „Desperate housewives”.
I tutaj pojawia się dosyć kontrowersyjne pytanie: Czy ta nasza wściekłość jest czymś złym? Święty Tomasz powiedział, że odczucie jest po prostu reakcją odpowiedzi, w odczuciu nie ma nic złego ani dobrego. Odczucia po prostu są i tyle… Tak więc te nasze złości nie są ani dobre, ani złe. To po prostu reakcja. Chwila, chwila. Jednak z tej reakcji może zrodzić się coś dobrego. Jeżeli tak się stanie, niewątpliwie jest to DAR BOŻY. Przecież Jezus również miewał takie stany, np., kiedy wyrzucał bankierów ze świątyni. Jezus jest świętością, więc i to, czego doświadczał jest święte.
Kochani, ile mostów powstało, dlatego, że ludzie wściekali się, nie mając możliwości przejścia na drugą stronę rzeki?! Złość z powodu ciągłych prób przeskakiwania na drugą stronę rzeki może być jak najbardziej wykorzystana do pozytywnego celu. Tej złości powinniśmy pozwolić „działać”, ale „działać” w dobrym kierunku, znaleźć lepsze rozwiązanie. Ta złość doprowadza nas w końcu do świetnej idei – „wybudujmy most!”. Ile jednak wysiłku, kosztuje nas wybudowanie solidnej budowli. Skąd moglibyśmy zaczerpnąć tyle siły, energii, mobilizacji do tak ciężkiej pracy? Otóż właśnie – z naszych złości! Pan Bóg daje nam taki nietypowy dar, abyśmy mieli szansę zmiany na lepsze, przekształcenia czegoś, co powinno być zmienione.
Módlmy się o to, abyśmy potrafili wybrać tą „świętą” stronę złości.
***
JESIEŃ ŻYCIA
Ja osobiście nie widzę trudności w tym temacie. To jest troszkę taki… fantazyjny temat, ponieważ nie wiemy co nas czeka w przyszłości (choć na pewno mamy na nią wpływ, a co do scenariusza – patrz: wolna wola, która pozwala nam samym decydować o naszym losie – już była dyskusja na ten temat - „Życie bez scenariusza”). Ale jeżeli chodzi o tą „trudność” - zależy to od indywidualnego podejścia do życia i uświadomienia sobie (lub jego braku) faktu upływającego czasu – który akurat dla mnie (obecnie) nie jest przerażający, a wręcz przeciwnie. Myślę, że „jesień życia” jest wspaniałym etapem życia - jak każdy – i ma swoje plusy i minusy, niepowodzenia i triumfy. Tak jak Marta napisała „…masz przed sobą jeszcze TYLE pięknych, młodzieńczych chwil do przeżycia” – to tak samo tyle pięknych chwil na pewno będzie i w tym późniejszym okresie życia.
W moich wyobrażeniach o starości pięknym jej elementem jest samotność (nie takie kompletne osamotnienie, ale taka potrzebna samotność, wyciszenie i „zwolnienie tempa”) oraz ta życiowa dojrzałość (owszem, życia uczymy się cały czas, z dnia na dzień mamy coraz większe doświadczenie, poznajemy siebie i swoje możliwości, jakżeby inaczej, ale bez wątpienia starość to ostatni etap dojrzewania życiowego, w tym wieku - dzięki nabytej przez tyle lat mądrości - zapewne coraz bardziej pojmujemy sens życia…), „nie przez długowieczność i liczbą lat się jej nie mierzy: sędziwością u ludzi jest mądrość, a miarą starości - życie nieskalane” (Mdr 4,8-9).
***
Czy miałeś kiedyś kłopot z przebaczeniem? Czy starasz się przebaczać? Jak udaje Ci się pokonać wszystkie trudności związane z tym?
Każdy z nas na pewno nieraz został zraniony poprzez kłamstwo, zdradę, krytykę, zazdrość, zawiść drugiej osoby. Czujemy się wtedy dotknięci; odrzuceni, wyśmiani, niesłusznie osądzeni czy wreszcie upokorzeni. Przyczyna chęci sprawienia bólu drugiej osobie jest zazwyczaj samolubna, a reakcją na takie zachowanie jest gniew, złość, łzy.
Jednakże nie można ciągle rozgrzebywać ran i bez przerwy rozpamiętywać przykrego przeżycia. Nic dobrego nie wynika z takiej postawy, a wręcz przeciwnie – krok za krokiem pogrążamy się coraz bardziej w negatywnych uczuciach. Jedynym rozwiązaniem w takiej sytuacji jest przebaczenie - wezwanie do miłości nieprzyjaciół, porzucenie chęci ewentualnej zemsty, czyn mający na celu dobro swoje oraz tego, który mnie zranił. Tylko tą drogą możemy odzyskać spokój wewnętrzny.
„Nikomu złem za złe nie odpłacajcie. Starajcie się dobrze czynić wobec wszystkich ludzi. Jeżeli to jest możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi. Umiłowani, nie wymierzajcie sami sobie sprawiedliwości, lecz pozostawcie to pomście Bożej. Napisano bowiem: Do Mnie należy pomsta. Ja wymierzę zapłatę - mówi Pan - ale: Jeżeli nieprzyjaciel twój cierpi głód - nakarm go. Jeżeli pragnie - napój go. Tak bowiem czyniąc, węgle żarzące zgromadzisz na jego głowę. Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj.” Rz12:17-21
Ja mam świadomość tego, że nie można tłumić w sobie żalu, złości... i wciąż uciekać od problemu. Przebaczenie jest niezbędne do odbudowania zdrowych stosunków międzyludzkich, wyzwolenia się z negatywnych emocji. Mimo, że jestem tego świadoma, nie zawsze jest łatwo. Jedyne, co mi w tym pomaga to modlitwa.
„Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień.” Mt6:1-154
Nie można sobie wyobrazić życia we wspólnocie bez przebaczenia.
***
Czytam w encyklopedii „miłość – uczucie, …”. Odważę się nie zgodzić z tą definicją. Miłość nie jest uczuciem. Uczucia są raczej przemijające, niestałe, mogą być słabe. Uczuć nie można nikomu zagwarantować (przecież gdy doszłoby do zdrady – nieunikniony jest żal i cierpienie), a miłość… owszem… „ślubuję Ci MIŁOŚĆ, wierność, uczciwość oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci”. Jak najbardziej miłości towarzyszyć może wiele uczuć (radość, smutek, szczęście), lecz sama w sobie nie jest uczuciem, jest raczej pewnego rodzaju relacją, więzią, postawą nieprzemijającą, nieodwracalną, stabilną i nierozerwalną, pragnieniem dobra drugiej osoby (nawet kosztem swojego szczęścia). Wymienione w encyklopedii uczucia (m.in. radość, smutek, nienawiść, poczucie winy, cierpienie, gniew, zazdrość, żal, strach) mogą być następstwem miłości, np. gdy pokłócę się z kimś, kogo kocham – jestem smutna, cierpię, itp. Każde uczucie jest wywołane jakimś wydarzeniem pozytywnym lub negatywnym, a o miłości nie można tego powiedzieć – nie kocham, ponieważ Ty kochasz mnie, ponieważ mamy wspólne zainteresowania, ponieważ jesteś szatynem, ponieważ dostaję od Ciebie prezenty… kocham ponieważ JESTEŚ, jesteś jedyny, to właśnie Ty – kocham prawdziwie i nie oczekuję absolutnie niczego w zamian… możesz zafarbować włosy, możesz się przerzucić z bungee jumping na łowienie ryb i zbankrutować, a ja dalej będę Cię kochać; PRAWDZIWA MIŁOŚĆ JEST BEZINTERESOWNA. Każde uczucie można wywołać świadomie lub mogą je wzbudzić pewne wydarzenia (np. kupię kwiaty żonie – będzie szczęśliwa), każde uczucie może przeminąć z powodu pewnych zdarzeń, a nawet można świadomie się go pozbyć, całkowicie lub w jakimś stopniu, (np. gdy jestem smutna – idę do kina z przyjaciółką, poprawiając sobie w ten sposób humor, jestem szczęśliwa… i nagle dowiaduję się o śmierci bliskiej osoby – moje emocje natychmiast ulegają zmianie, itp.), a miłość nie przychodzi na zaproszenie, a jeśli chodzi o odejście to … „miłość nigdy nie ustaje”.
Miłość tak naprawdę jest czymś, nazwijmy to – społecznym, międzyosobowym, miłość jest czymś spójnym między dwojgiem ludzi. Jednak jak sami wiemy – istnieją wyjątki. Chciałabym tutaj nawiązać do wcześniejszych wypowiedzi. Otóż czasem bywa tak, że nie jest nam dane dzielić życia z kimś, kto stał się w nim najważniejszy, a nawet dawać tego, co najcenniejsze… mowa o miłości jednostronnej, nieodwzajemnionej. Przyjmuje ona wtedy całkowicie inny wymiar (długi temat). Jednak miłość z natury jest relacją między dwojgiem ludzi i - moim zdaniem - do jej przetrwania nieodzowne jest współdziałanie, odwzajemnienie, oddanie, jedność (oczywiście dochodzi również do skrajności). "Miłość nie polega na dokonywaniu rzeczy nadzwyczajnych i bohaterskich, ale na spełnianiu rzeczy zwykłych z czułością” - w taki sposób miłość sama sprawia każdego dnia cuda. Bez codzienności miłość jest niedopełniona, a dzięki miłości codzienność nie musi stać się rutyną, miłość zdoła rozświetlić najbardziej ponury dzień.
***
NIENAWIŚĆ
Temat-rzeka, a ja nie mam czasu… Może napiszę w skrócie, co o tym sądzę. W moim przekonaniu nienawiść jest pewnego rodzaju procesem o niesamowicie silnym natężeniu – bez wątpienia negatywnym - przypuszczalnie wywołanym cierpieniem, które dotknęło nas ze strony drugiej osoby. Tak jak samo jak miłość, tak moim zdaniem nienawiść nie jest uczuciem. Nienawiść jest pewnego rodzaju długotrwałym stanem emocjonalnym, z którym są związane (wywołują go lub są jego następstwem) uczucia takie jak np. gniew, pogarda, lęk, przygnębienie, zniechęcenie, żal, złość, poczucie krzywdy czy winy. Charakterystyczna dla nienawiści jest chęć zemsty; pragnienie zadawania bólu, przykrości, z czego, co gorsza, czerpiemy satysfakcję.
Istotnie, miłość często kojarzona jest z nienawiścią ...może dlatego, że miłość jest przeciwstawna nienawiści. A może dlatego, że zdarzają się sytuacje tzw. miłości nieodwzajemnionej… ale raczej to skojarzenie jest niesłuszne… pamiętamy, że „miłość (...) nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, (...) wszystko przetrzyma", a więc jeżeli kochamy – chcemy dobra drugiej osoby, a to na pewno nie jest nienawiść :] I wszystko jasne, bo "Miłość NIGDY nie ustaje".
***
Jeżeli to jest forum i dyskutujemy tutaj to…chciałabym przy okazji nawiązać do czyjejś wypowiedzi. Niemniej jednak, jeśli moja odpowiedź będzie niestosowna to proszę ją usunąć.
Otóż… dosyć często spotykam(y) się z krytyką osób bardziej zaangażowanych w życie Kościoła. Zdarza się, że takie osoby odgradzają się „murem” i są przekonane (czasem może podświadomie), że wszyscy znajdujący się poza nim są źli – i tyle. I wydaje mi się, że właśnie ta krytyka jest - na czele - jednym z czynników destrukcyjnych, odpychających jeszcze bardziej ich od Kościoła. To, że żyjemy Jezusem i tak mocno, namacalnie czujemy jego miłość i dobroć, nie powinno być powodem do wywyższania się, traktowania innych z góry. W Jego imieniu nie możemy tak postępować. Pamiętamy, że Pan Jezus zaprosił do siebie Zacheusza, gdy tylko go zauważył. Idźmy i głośmy… to nie jest wcale łatwe, ale najlepszym sposobem jest świadczenie o Jezusie życiem codziennym. Chyba dosyć łatwo jest nam osądzać... ale mam nadzieję, że wszyscy wyciągnęliśmy z tego jakieś wnioski.
Co do tematu to… Np. Wiele osób zadaje sobie pytanie „Dlaczego Bóg na to pozwolił, dlaczego właśnie ja?!”. Odp.: "Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!" (Łk 9, 23). Ci, którzy mają pretensje do Pana Boga nie zaufali mu, dlatego poddają się i nie wybierają tej drogi. Myślę, że de facto jedynym źródłem wiary w Boga jest …sam Bóg, a wiara to bezgraniczne zaufanie. Ja ufam Panu Bogu, wierzę we wszechmoc Jego miłosierdzia. Są ludzie, tak jak my – grzeszni, ale oni nie zdają sobie z tego sprawy i za wszelką cenę chcą zagłuszyć w sobie świadomość o Jego istnieniu. Cały problem chyba właśnie tkwi w zaufaniu. (Możliwe, że c.d.n…. tymczasem idę do łóżka.)
Zadaj sobie pytanie: Za kogo ja uważam Jezusa? I już… „możesz iść szybciej niż niejeden chciałby biec”. :-]
***
"Patriota ma swoją górę Synai, u której szczytu jaśnieje tablica przykazań surowych. Jedno z nich zawiera się w słowach: jakkolwiek skąpą i niesprawiedliwą ( z powodu niegodnych jej dzieci) byłaby dla nas Ojczyzna, jest ona Matką, na którą gniewać się i której usług odmawiać nie wolno. A drugie: pragnij Ojczyzny dobrej duchem wielkim, sprawiedliwej, czystej, dlatego czyń samego siebie lepszym, wyższym, sprawiedliwszym, czystszym i usiłuj to samo czynić względem ludzi i rzeczy ojczystych".
Sokrates
Basiu droga, sądzisz, że przelewanie krwi za „TAKĄ ojczyznę” nie ma sensu, że nie chwyciłabyś broni, ponieważ inni nie chwyciliby (premier, prezydent), mówisz, że młodzi umierali na próżno, „bo i tak by nie wygrali”. Nie mów, że nie zrobisz tego, bo oni… A gdzie miłość, BEZINTERESOWNA miłość do Ojczyzny? Nie mów tak, gdyż w ten sposób stajesz się podobna do tych, których oskarżasz, a do tego nie masz prawa. Może gdybyśmy nie postrzegali w ten sposób kwestii patriotyzmu (czy w dzisiejszym świecie można o nim w ogóle mówić?) to Ojczyzna nie byłaby "TAKA", hm?
Primo - Miriam tutaj mówi o sytuacji bez wyjścia. Tak, nie ma wartości większej niż życie, czy więc umierać w imię czegoś to naruszenie tej zasady? Jezus Chrystus oddał życie za nas. Chyba nie trzeba komentarza.
A teraz się zastanów. Co w ogóle znaczy umrzeć za Ojczyznę? Nie chodzi o to, aby iść na pewną śmierć, dlatego, że prezydent coś spieprzył. Pamiętajmy o szacunku dla najwyższych wartości i zasad moralnych, o honorze, o celu i dobru usprawiedliwiającym śmierć w imię Ojczyzny.
***
Nie odpowiem na pytanie, ale pozwolicie, że podzielę się czymś z Wami. Nie odkryłam niczego nowego, ale czasem warto zatrzymać się na chwilę i przeanalizować to i owo. Na takie przemyślenia chyba zawsze jest odpowiednia pora, nawet 00:30.
Nawrócenie. Czy to zależy wyłącznie od nas; czy tylko dzięki naszej woli nawracamy się i kierujemy nasze życie ku Niemu? Czy może Bóg nas „odnajduje”?
"Nawrócić się to przyjąć odpowiedzialność za własne błędy. To uznać, że zło we mnie i wokół mnie pojawia się tylko wtedy, gdy ja i inni ludzie odchodzimy od Bożej miłości i prawdy. Nie jest dramatem pobłądzić. Dramatem jest trwać w błędzie."
Na pewno dzieło nawrócenia jako cały proces wykracza poza moc człowieka. Chociażby dlatego, że jeżeli Kościół nieustannie modli się o nawrócenie - oznacza to, że nawrócenie zależy od łaski Boga. On jest z nami jest bez przerwy, nieustannie obdarza nas swoją miłością i walczy o nas posługując się wszelkimi narzędziami. Każdego dnia Bóg zaprasza nas do nawrócenia. Bez wątpienia od naszej wolnej woli zależy kwestia czy „zauważymy” to działanie, czy pozwolimy by ludzie, wydarzenia, różne sytuacje, którymi się posługuje, zbliżyły nas do Niego, czy odpowiemy na Jego zaproszenie i pozwolimy, by wypełniło się nasze powołanie. Módlmy się wzajemnie jedni za drugich, o łaskę nawrócenia, o wzrost wiary, za wątpiących, zniechęconych, zagubionych, tracących wiarę, poszukujących, byśmy mieli otwarte oczy w życiu codziennym na działanie Boga i Jego narzędzia prowadzące nas do świętości. Źródłem nadziei każdego z nas jest miłosierdzie Boże.
"Siłą nawrócenia jest miłość. Miłość to współistnienie z Bogiem, a nie sentymentalne przekonania. Ten, który jest Miłością, tylko ten mógł stać się obecny w Eucharystii, aby być z człowiekiem w niewyobrażalnej wspólnocie. Kto raz zaznał tej wspólnoty, zawsze już będzie się nawracał."
Nawrócenie jest owocem męki Jezusa.
http://www.godtube.com/view_video.php?v … 003b47d7d5
You are the light, that's leading me to the place where I find peace again.
You are the strength, that keeps me walking. You are the hope, that keeps me trusting.
You are the life to my soul. You are my purpose. You are everything.
You calm the storms. You give me rest. You hold me in your hands. You won't let me fall.
You are all I want. You are all I need. You are everything.
Everything.
"Zabiorę się, pójdę do ojca i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem."
***
Tak jak mówisz – wzloty i upadki – cechuje nas niestałość. Nawet, gdy upadki są świadome to przychodzi czas na wzlot. Jednakże powiedz, co rozumiesz pod pojęciem „wzlot”? Tak, to uświadomienie sobie tego, co było złe… i żal. Sumienie się budzi… Zrywasz z tym, co było… Angażujesz się i konsekwentnie pracujesz nad sobą. Jeśli przychodzi czas na to uprzytomnienie, to jest pierwszy krok do nawrócenia. Pragniesz świętości!!! Zwróć się z tym problemem do Boga. Sam nic nie zdziałasz… nie ma szans. A jeżeli umyślnie zamykasz się na łaskę modlitwy… to czy w takim wypadku możemy w ogóle mówić o „chęci” nawrócenia? Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że modlitwa to (jedyne)… koło ratunkowe? Ale kochani, przecież dobrze wiemy, że z modlitwą nie jest tak hop-siup! Modlitwa to oczywiście przywilej, który został nam dany, ale… my sami nie potrafimy się modlić. I tutaj zwracamy się z problemem do Ducha Świętego. Tak często o Nim zapominamy… Jeszcze jedno, otóż każda modlitwa kieruje nas ku Niebu. Poprzez nią wracamy i trwamy. Trwamy... Trwamy… Gdy „nagle ta droga staje się jeszcze dwa razy dłuższa, dwa razy bardziej poplątana, dwa razy więcej skrzyżowań, na których musisz wybierać, która droga jest dobra” cóż możesz zrobić? Otworzyć się na Pana Jezusa! Pogadaj z Nim… Powiedz o tym, jak Ci ciężko. Nawyki, złe przyzwyczajenia? Poproś, by pomógł Ci zostawić ten śmietnik i już więcej do niego nie wracać, by być bliżej niż byłeś kiedykolwiek. (Godzina 01:30 to nie najlepsza pora na pisanie tak poważnych postów… Może rankiem się rozpiszę, poprawię coś. Tymczasem idę spać. Za wszelkie błędy i niejasności przepraszam.)
***
Ech… myślę, że to nie jest całkiem tak jak napisałam. Czasem warto się z tym przespać, przemyśleć.
Myślałam sobie tak…
Te wszystkie programy telewizyjne (większość) to jedno wielkie bagno. Gdyby nie było przystanku Woodstock, nie byłoby przystanku Jezus… Gdyby nie Woodstock, wielu ludzi nadal pałętałoby się w jednym wielkim bagnie. Woodstock jest świetną okazją do skierowania tych biedaków do Prawdy! Tak samo jest z telewizją…
Teraz tak myślę…
Jednak nie do końca popieram zachowanie Cejrowskiego. Bóg nie potępia ludzi, ale grzech. On potępił Agnieszkę (ze względu na jej zachowanie), a nie odwrotnie. Gdyby chciał potępić grzech – zaprosiłby twórców tych reality-show. Maria Magdalena… chyba nie muszę nic dodawać. Jedynym plusem – tak mi się wydaje – jest to, że ludzie fascynujący się seksem wulgarnym i ordynarnym [również przed kamerami], zaczną się tym po prostu brzydzić… „bo cóż ta Frytka sobą reprezentuje?!”. A MIŁOŚĆ BOSKĄ niech oboje zostawią w spokoju. Bóg kocha ją i jego tak samo mocno i bez względu na wszystko. A modlić się trzeba może bardziej za Cejrowskiego… Agnieszka jest głupia. Cejrowski jest inteligentny… tylko szkoda, że nie potrafi tego DARU właściwie wykorzystać.
http://video.google.com/videoplay?docid=7775070075383965138
Przeraża mnie to, co dzieje się wokół nas. Skupię się na TV, show(raczej sex)-biznesie...
Kilka dni temu przypadkiem zobaczyłam w TV zapowiedź kolejnego odcinka nowego teleturnieju. Prowadzący zadaje pytanie "Ile procent kobiet w Polsce choć raz w życiu udawało orgazm...". Program oglądać mogą widzowie od 7 roku życia... "Mamuniu, cy udajes olgazm?"
Nawiązując wpierw do ww. pliku chciałam dodać krótki komentarz. Otóż... Cejrowski zmiażdżył publicznie "kobietę wyzwoloną". Cieszy mnie fakt, iż większość osób biła brawa... ale nie dlatego, że po prostu to robiła, ale W JAKICH MOMENTACH. Świadczy to o tym, że ludzie [powiedzmy świeccy i niekierujący się wiarą lecz moralnością], którzy potępiają tego typu zachowanie JESZCZE ISTNIEJĄ!
C.D.N.
Tak w gruncie rzeczy to dlaczego wpadłam na pomysł stworzenia bloga? Czasem przypadkiem trafiam na jakieś blogi, które prezentują się beznadziejnie (wizualnie), więc ja tak po drodze złapałam niezłą koncepcję na grafikę (no nie?). Ale oczywiście treść to podstawa... I co ja tutaj będę pisać? A właśnie. Nie mam zamiaru prowadzić typowego bloga-pamiętnika… „Mój pierwszy raz…”. Z pewnością znajdą się tutaj jakieś treści światopoglądowe... W zasadzie bezcelowe notki wykluczam. To chyba tyle. Reszty dowiem się w praktyce, z biegiem czasu.
kasia001 | rysownik | 1993 | vestidos-de-novia | sandrusa2 | Mailing